Po wakacyjnym wyjeździe powrót na rower. Nie czułem się dziś zbyt dobrze, zmęczenie po wczorajszej 16h jeździe samochodem dziś wychodziło. Odebrałem rower z serwisu i trochę pokręciłem po lesie i mieście. Niestety napęd coś szfankuje - jutro trzeba się tym zająć.
Z Locarno (200 m npm) na Monte Bre ( ok. 1000 m npm) wijącym się asfaltem. Lubie takie długie podjazdy. Na wypożyczonym rowerze, bez spd, ale jechało mi się całkiem nieźle. Monte Bre zdobyte, a zjazd ... miodzio
Miało być Giga, ale ja zobaczyłem prognozę pogody to szybko zmieniłem na mega. Wiedziałem, że będzie masakra i nie się nie myliłem. Dużo błota, bardzo dużo błota i to takiego co mocno zniszczył sporo sprzętu, ale o tym później. Jechało mi się od początku na prawdę dobrze. Czułem jak noga podaje (czy to zasługa maści rozgrzewającej od Tadeusza?) i na błotku opony NN dobrze trzymały. Na zjazdach nie traciłem tak wiele jak ostatnio, a jak przychodziło wypłaszczenie, to miałem sporo energii by pogonić do przodu do kolejnej grupki. Dzięki temu wynik całkiem niezły - chyba najlepszy w tym roku :)
Co do sprzetu: - nowe metaliczne klocki zjechane ok 70%, - suport na wymianę, - kółeczka przerzutki na wymianę, - łańcuch XT do wyrzucenia,
WYNIKI: Dystans - 65 km 1141m różnicy poziomów Czas - 04:05 OPEN - 130/494 M3 - 41/184
* W strefach: I [103-132] - 7% II [ 132-150] - 36% III [150-188] - 57%