Suzuki Powerade MTB Marathon w Ustroniu. Piękna trasa, pierwszy podjazd miał długość prawie 8km i dał w kość. Początek asfaltem, a później coraz bardziej stromo na szczyt Orłowa. Później jeszcze zahaczyliśmy na Trzy Kopce i długi zjazd do Brenna. Niestety moja moc się skończyła i zaczął ból brzucha przez moja głupotę - zjadłem za dużo żeli (3 żele na 1,5h to za dużo), przez co na Równicę musiałem zwolnić i straciłem trochę czasu. Zjazdy były dość szybkie, ale nie zbyt techniczne - wszystko do zjechania. Straciłem 1h i 6min do zwycięży, ale chciałem zejść poniżej 1h - może następnym razem.
Mocny start, potem pech i walka, środek trasy super jazda a na koniec walka z głodem i zimnem :)) Jest tu wszystko co może i powinno być. Na początku asfalt, czuję sie naprawdę dobrze, jadę dość szybko i wyprzedzam sporo ludzi, zjazd z asfaltu, kilka szybkich zjazdów i na podjeździe czuję, że nie mogę zrzucić z tyłu na dużą zębatkę - wogólę nic nie mogę zrobić ., wrrrrr No tak pękła linka i kiszka. reguluje, naciągam linkę i po 10min udaje mi sie ustawić z tylu na 5. Oczywiście wszyscy mnie wyprzedzili. Nie poddaje się - jechałem całą Polskę by przegrać z takim defektem. Myślę, że na 1 bufecie będzie serwis może coś wymyślą. Jadę i gonię, wyprzedzam, ale na podjazdach z przodu mała z tyłu 5 to za mało :( Pierwszy bufet, serwisu nie ma :( ludzie mówią że na checkpoincie , czyli na 28km. No to ładnie i tak jechałem, walcząc na podjazdach, a zjazdy to każdy kto był wie jak wyglądają. Kamienie, duże kamienie, telewizory :) ale super, te zjazdy zapamiętam na lata :) Dojeżdzam do serwisu na checkpoincie i tam szybko okazuje się ze linka jest cała, a tylko odkręciła sie śruba przy przerzutce. Przerzutka działa - mam biegi !!! YUPII Podjazdy ogień, wyprzedzam i zaczynam gonić. Jedzie sie super, czuję moc i ochota do ścigania wróciła. Na 40km na podjeździe pod Chomontową, zacyna kropić i robi się bardzo zimno - a ja na krótko. Po chwili katar i kaszel, który nie chce przestać. No tak, zaraz będę chory. Dopiero po zjeździe przestaje kasłać, ale za to robię się głodny, a żelu już jeść nie mogę. Bufet minołem więc nic nie zjem. Końcówka fajna, dużo się dzieje, zjazdy kamieniami, trochę korzeni, krótkie strome podjazdy/zjazdy, strumyk i na koniec agrafki. Przejechałem jedną, ale kolejne były za trudne i ciasne jak na mnie. Wyjazd super, a w drodze powrotnej auto nam sie wysypało i poniedziałek spędziliśmy w Ostrowcu Wielkopolskim...
Klasyka gatunku :) Długie podjazdy, kamieniste zjazdy i na koniec 8km zjazd szerokimi ścieżkami. Niestety źle rozłożyłem siły i na mecie jeszcze miałałem dużo sił - nawet by jechać dodatkowe 40knm Giga. Czasami tak jest, jak się czyta mapę przed zawodami, ale też i forma lepsza niż rok temu. W Karpaczu dam z siebie 100% i wynik na pewno wyjdzie lepszy.
WYNIKI: Dystans - 40 km 1560m różnicy poziomów Czas - 2:59:18 Open - 249/512 M3 - 89/200
Gdańsk Bike Tour. Postanowiłem dojechać na Abrahama rowerem jako forma rozgrzewki i wyszło 15km. Zarejestrowałem się (bez opłat!!) i chciałem zrobić rekonesans trasy, bo w tygodniu nie miałem na to czasu :( Ruszyłem za dziewczynami kat 18-30 i na pierwszym zjeździe doszło do karambolu. Dwie dziewczyny zderzyły się i poturbowały. Pomogałem jednej do czasu przybycia pomocy medycznej. Trasa wymagająca kondycyjnie (3 mocne podjazdy na pętli), technicznie łatwa (tylko jeden zjazd po lekkich korzeniach) - ale jeśli ja go brałem prawie na pełnej prędkości :) Na innych szybkich zjazdach rozpędzałem się do 58 km/h, więc było szybko.
WYNIKI: Dystans - 4x3.5 km Czas - 45:39 M(30-45) - 15/36
Pierwszy start u GG w tym roku i pierwszy pod sztandarem Bydzia Power Bike Team. Za zeszły rok wywalczyłem sobie 4 sektor. Na początku chyba trochę za mało cisnąłem - trzeba było iść w trupa. W piaskownicy nie zauważyłem i pojechałem prawą stroną, przez co utknąłem i dawałem z buta. Potem to już tylko piach, trzymanie równego tempa. Na Dziewiczej Górze można się było zmęczyć, na szczęście siły jeszcze były. Później niestety tych sił zabrakło i ostatnie 10km to już niestety walka. Ogólnie dobrze mi się jechało, a wynik zadowalający.
WYNIKI: Dystans - 68 km 540m różnicy poziomów Czas - 2:58:31 Open - 201/563 M3 - 69/170
Pierwsze zawody w tym roku - Kujawia XC - i to od razu z wysokiego XC. Trasa trudna, ale za to bardzo ciekawa i nie było nawet fragmentu nudy. Na jednej 6km pętli znalazło się, aż 6 podjazdów i tyle samo zjazdów, za to w błocie i po mokrych korzeniach. Frekfencja dopisała i od razu był tłok na pierwszych singlach po wyjęździe z łąki. Powodowało to zator w "Wilczym Dole" przez co musiałem sprowadzać na dół i gonić uciekającą mi grupę, bo dwóch niezdecydowanych zawodników stanęło na górze i oglądało widok na zjazd <sick>. Sporo tu straciłem, bo raz że trudno było wskoczyć na rower i ruszyć, a dwa że potem goniłem i wyprzedzałem gdzie się dało. Najważniejsze, że bez dubla i mogę potraktować to jako dobry trening i zachętę do jeszcze większego trenowania.
WYNIKI: Dystans - 24 km 680m różnicy poziomów Czas - 1:29:50 Masters - 20/36
Szybki maraton. Rok temu miałem czas 2:44, i czułem, że mogę ten czas poprawić. Początkowo wszystko szło bardzo dobrze. Od startu narzuciłem ostre tempo i trzymałem z przodu grupki. Prędkość nie spadała poniżej 40km/h, na szutrach ok 35km/h. I na 17km złapałem kapcia ... straciłem spokojnie z 10 min no i szybka grupka uciekła bezpowrotnie. Gonię, cisnę ile się da, by nadrobić czas, no i na jednym ze zjazdów, albo nie zauważyłem strzałki, ale jej tam nie było. Zjazd skończył się u kogoś na podwórku. Ktoś za mną krzyczy, że chyba trzeba single trackiem w lesie, wyjeżdżamy w pole - już wiem, że coś nie tak, za mało śladów opon. Decydujemy się wracać. Po 5-10 min znajdujemy trasę - straciłem ok 10-15min. Drugi raz zaczynam wyprzedzać sporą liczbę zawodników, którzy lekko zdziwieni na mnie spoglądali. Wiedziałem, że czas będę miał słaby, ale do końca cisnąłem ile się dało.
Czas 3:05h - ok. 25min = mogłoby być ok 2:30 - 2:40 h
Ścianę płaczu pokonałem bez większego problemu. Zaprawa na maratonach u Golonki dała rezultaty:
Miało być Giga, ale ja zobaczyłem prognozę pogody to szybko zmieniłem na mega. Wiedziałem, że będzie masakra i nie się nie myliłem. Dużo błota, bardzo dużo błota i to takiego co mocno zniszczył sporo sprzętu, ale o tym później. Jechało mi się od początku na prawdę dobrze. Czułem jak noga podaje (czy to zasługa maści rozgrzewającej od Tadeusza?) i na błotku opony NN dobrze trzymały. Na zjazdach nie traciłem tak wiele jak ostatnio, a jak przychodziło wypłaszczenie, to miałem sporo energii by pogonić do przodu do kolejnej grupki. Dzięki temu wynik całkiem niezły - chyba najlepszy w tym roku :)
Co do sprzetu: - nowe metaliczne klocki zjechane ok 70%, - suport na wymianę, - kółeczka przerzutki na wymianę, - łańcuch XT do wyrzucenia,
WYNIKI: Dystans - 65 km 1141m różnicy poziomów Czas - 04:05 OPEN - 130/494 M3 - 41/184
* W strefach: I [103-132] - 7% II [ 132-150] - 36% III [150-188] - 57%