Szybki maraton. Rok temu miałem czas 2:44, i czułem, że mogę ten czas poprawić. Początkowo wszystko szło bardzo dobrze. Od startu narzuciłem ostre tempo i trzymałem z przodu grupki. Prędkość nie spadała poniżej 40km/h, na szutrach ok 35km/h. I na 17km złapałem kapcia ... straciłem spokojnie z 10 min no i szybka grupka uciekła bezpowrotnie. Gonię, cisnę ile się da, by nadrobić czas, no i na jednym ze zjazdów, albo nie zauważyłem strzałki, ale jej tam nie było. Zjazd skończył się u kogoś na podwórku. Ktoś za mną krzyczy, że chyba trzeba single trackiem w lesie, wyjeżdżamy w pole - już wiem, że coś nie tak, za mało śladów opon. Decydujemy się wracać. Po 5-10 min znajdujemy trasę - straciłem ok 10-15min. Drugi raz zaczynam wyprzedzać sporą liczbę zawodników, którzy lekko zdziwieni na mnie spoglądali. Wiedziałem, że czas będę miał słaby, ale do końca cisnąłem ile się dało.
Czas 3:05h - ok. 25min = mogłoby być ok 2:30 - 2:40 h
Ścianę płaczu pokonałem bez większego problemu. Zaprawa na maratonach u Golonki dała rezultaty: