Pierwszy maraton w górach ! Obawiałem się czy dam radę tym długim podjazdom i szybkim zjazdom, ale na trasie okazało się, że daje radę i podjazdy wchodziły mi spokojnie. Trzymałem swoje tempo, bez szarpania i ostrych pościgów, trzymając siły na końcówkę. Na ostatnich kilometrach na asfalcie po zmianach uciekłem goniącej mnie grupce i na finishowym podjeździe pod Łysą Górę walczyłem łokieć w łokieć w jednym kolegą nr. 43, ale na ostatnim zakręcie mnie wyprzedził i finishował przede mną.