Błotna maseczka z "Suchego Lasu", czyli maraton w Suchym Lesie pod Poznaniem. Po 3 tygodniowej przerwie od roweru i chorobie, zdecydowałem się wziąść udział w ostatnim maratonie w tym roku. Sądziłem, że sił mi starczy i spokojnie pojadę Gigam czyli 72 km. Jak się okazało już po kilku kilometrach, nie będzie łatwo, błoto momentami sięgało piast, a kałuże prawie po kolana. Takiej ilości błota jeszcze nie widziałem - na moje to błoto dominowało na 30% trasy. Nawet na Skandii w Gdańsku było mniej błota. Na szczęście wieczorem przed wyjazdem zmieniłem opony na Nobby Nic i to wiele zmieniło. Czuć, że te opony czują w błotku wyśmienicie. Upływające kilometry dały się mocno w kość i przez ostatnie 20km walczyłem z sobą, aby dojechać do mety. Na szczęście przez dużą cześć trasy jechałem z nowo poznanym kolegą z Suchego Lasu, gdzie oboje się podtrzymywaliśmy na duchu. Gdybym jechał sam, to nie wiem czy bym dojechał do końca. Pomimo słabego czasu, maraton bardzo udany, przede wszystkim za bardzo trudne warunki i błoto. Taki trening na pewno przyda się w poprawianiu techniki jazdy.
WYNIKI: Dystans - 72km Czas - 3:51:07 OPEN - 22/37 (łącznie z DNF 59) ELITA - 11/18