Powerade Suzuki MTB Maratgon - Karpacz
Niedziela, 12 czerwca 2011
· Komentarze(1)
Kategoria Zawody
Mocny start, potem pech i walka, środek trasy super jazda a na koniec walka z głodem i zimnem :))
Jest tu wszystko co może i powinno być.
Na początku asfalt, czuję sie naprawdę dobrze, jadę dość szybko i wyprzedzam sporo ludzi, zjazd z asfaltu, kilka szybkich zjazdów i na podjeździe czuję, że nie mogę zrzucić z tyłu na dużą zębatkę - wogólę nic nie mogę zrobić ., wrrrrr No tak pękła linka i kiszka. reguluje, naciągam linkę i po 10min udaje mi sie ustawić z tylu na 5. Oczywiście wszyscy mnie wyprzedzili. Nie poddaje się - jechałem całą Polskę by przegrać z takim defektem. Myślę, że na 1 bufecie będzie serwis może coś wymyślą. Jadę i gonię, wyprzedzam, ale na podjazdach z przodu mała z tyłu 5 to za mało :( Pierwszy bufet, serwisu nie ma :( ludzie mówią że na checkpoincie , czyli na 28km. No to ładnie i tak jechałem, walcząc na podjazdach, a zjazdy to każdy kto był wie jak wyglądają. Kamienie, duże kamienie, telewizory :) ale super, te zjazdy zapamiętam na lata :)
Dojeżdzam do serwisu na checkpoincie i tam szybko okazuje się ze linka jest cała, a tylko odkręciła sie śruba przy przerzutce. Przerzutka działa - mam biegi !!! YUPII Podjazdy ogień, wyprzedzam i zaczynam gonić. Jedzie sie super, czuję moc i ochota do ścigania wróciła. Na 40km na podjeździe pod Chomontową, zacyna kropić i robi się bardzo zimno - a ja na krótko. Po chwili katar i kaszel, który nie chce przestać. No tak, zaraz będę chory. Dopiero po zjeździe przestaje kasłać, ale za to robię się głodny, a żelu już jeść nie mogę. Bufet minołem więc nic nie zjem. Końcówka fajna, dużo się dzieje, zjazdy kamieniami, trochę korzeni, krótkie strome podjazdy/zjazdy, strumyk i na koniec agrafki. Przejechałem jedną, ale kolejne były za trudne i ciasne jak na mnie.
Wyjazd super, a w drodze powrotnej auto nam sie wysypało i poniedziałek spędziliśmy w Ostrowcu Wielkopolskim...
Jest tu wszystko co może i powinno być.
Na początku asfalt, czuję sie naprawdę dobrze, jadę dość szybko i wyprzedzam sporo ludzi, zjazd z asfaltu, kilka szybkich zjazdów i na podjeździe czuję, że nie mogę zrzucić z tyłu na dużą zębatkę - wogólę nic nie mogę zrobić ., wrrrrr No tak pękła linka i kiszka. reguluje, naciągam linkę i po 10min udaje mi sie ustawić z tylu na 5. Oczywiście wszyscy mnie wyprzedzili. Nie poddaje się - jechałem całą Polskę by przegrać z takim defektem. Myślę, że na 1 bufecie będzie serwis może coś wymyślą. Jadę i gonię, wyprzedzam, ale na podjazdach z przodu mała z tyłu 5 to za mało :( Pierwszy bufet, serwisu nie ma :( ludzie mówią że na checkpoincie , czyli na 28km. No to ładnie i tak jechałem, walcząc na podjazdach, a zjazdy to każdy kto był wie jak wyglądają. Kamienie, duże kamienie, telewizory :) ale super, te zjazdy zapamiętam na lata :)
Dojeżdzam do serwisu na checkpoincie i tam szybko okazuje się ze linka jest cała, a tylko odkręciła sie śruba przy przerzutce. Przerzutka działa - mam biegi !!! YUPII Podjazdy ogień, wyprzedzam i zaczynam gonić. Jedzie sie super, czuję moc i ochota do ścigania wróciła. Na 40km na podjeździe pod Chomontową, zacyna kropić i robi się bardzo zimno - a ja na krótko. Po chwili katar i kaszel, który nie chce przestać. No tak, zaraz będę chory. Dopiero po zjeździe przestaje kasłać, ale za to robię się głodny, a żelu już jeść nie mogę. Bufet minołem więc nic nie zjem. Końcówka fajna, dużo się dzieje, zjazdy kamieniami, trochę korzeni, krótkie strome podjazdy/zjazdy, strumyk i na koniec agrafki. Przejechałem jedną, ale kolejne były za trudne i ciasne jak na mnie.
Wyjazd super, a w drodze powrotnej auto nam sie wysypało i poniedziałek spędziliśmy w Ostrowcu Wielkopolskim...


